21 listopada 2010





dziś, jak to w każdą niedzielę mam w zwyczaju, odwiedziłem gościnne, ciche wnętrza mojego kochanego sąsiada lasu... żaden mój sąsiad nie ma tak zajebistego hallu jak on... nieskończonośc w pięknie i bogactwie wystroju wnętrz, autorstwa samego Stwórcy... ale czym się tam zawsze najbardziej jaram... przeogromną kolekcją obrazów abstrakcyjnych, nie tych wyeksponowanych na ścianach, lecz dyskretnie wkomponowanych w dywan... chociaż te na ścianach też są niezwykłe... dziś na przykład uświadomiłem sobie że kora drzew to nic innego jak pomniejszone miliony razy dno oceanów... tak sobie pomyślałem że jest to przykład pewnej konsekwencji twórczej, dalszej inspiracji płynącej z własnych dokonań...

rozkręcam nowy projekt oscylujący wokół fotografii abstrakcyjnej...
we współpracy z moim sąsiadem... wielkim koneserem i mecenasem Sztuki...

Ryba

1 komentarz: